|
| 13.07.2008. | |
|
W sobotę 28.06.2008 roku odbyła się kolejna, już czwarta edycja zawodów w ramach Memoriału im. Andrzeja Woźniakowskiego. Andrzej Woźniakowski był przez wiele lat Przewodniczącym Zarządu krakowskiego oddziału ZKwP, a także członkiem GKSP. I jak Zofia Mrzewińska napisała we wstępie do katalogu zawodów: „Andrzej Woźniakowski znany był z tego, że wszystkie sędziowania przeprowadzał perfekcyjnie i dokładnie, zawsze z szacunkiem dla zawodnika i jego czworołapego partnera”. Przywołanie Jego imienia jako patrona zawodów jest pięknym ukłonem organizatorów w stronę przywrócenia właściwego oblicza sportowej kynologii. Jak co roku organizacja zawodów, atmosfera i poziom sędziowania w stały na naprawdę profesjonalnym poziomie.
Jedynym odstępstwem od tradycji było miejsce zawodów. Rozegrano je na boisku AWF w Krakowie, jako imprezę towarzyszącą Międzynarodowej Wystawy Psów. Minusem tej sytuacji była zmiana charakteru imprezy z kameralnej na część dużej kynologicznej imprezy. Niestety, mimo tej zmiany zawodom nie przyglądała się szersza, niż zazwyczaj publiczność. Być może powodem był remont stadionu – cóż, nie każdy ma ochotę siedzieć na metalowych prętach, zamiast ławeczek. Zawody były rozgrywane wg regulaminu MPPT. Sędziowali dwaj sędziowie młodszego pokolenia – Michał Szalc z Gdańska oraz Krzysztof Szymański z Nowego Sącza. Asystentami były Agnieszka Pierga (o.Rzeszów) i Paulina Panuś (o.Kraków). Zgłosiło się sporo psów – 26, ostatecznie wystartowały 24. Paulina Panuś postanowiła zamienić start na pomoc przy sędziowaniu, a Gulden z Dobrego Towarzystwa nie dotarł na zawody. Nawet pogoda się zlitowała nad zawodnikami – niebo często pokrywało się chmurami i wiał chłodny wiaterek. Sędziowie bardzo uważnie śledzili pracę psa i przewodnika, nie robili jakichś niepotrzebnych przerw, nie zrobili sobie nawet przerwy regulaminowej. Pewną niedogodnością dla widzów było to, że zawody odbywały się w dużej odległości od trybuny, od boiska oddzielała nas jeszcze bieżnia. Sędziowanie było bardzo ostre. Jednakże nie była to jedyna przyczyna niskich ocen, ponieważ poziom zawodników był mocno zróżnicowany, a na domiar złego przewodnicy popełniali wiele błędów regulaminowych. Do najczęstszych błędów należały: nieznajomość regulaminu (!?), podwójne komendy, krzywe siady zarówno przy nodze, jak i w przywołaniu, aportowanie aportu własnego, zamiast obcego i ... wiele innych. Zawody te to podwójny sukces Arletty Syc. Z psem wygrała zawody, a z suką zajęła czwartą lokatę. Od pewnego czasu oglądam starty tej zawodniczki i zawsze zachowuje ona naprawdę przyzwoity poziom posłuszeństwa. To, czego brakuje jej psom, to troszkę dynamiki i radości w pracy. Drugie miejsce zajął debiutant, aczkolwiek dobrze znany jako np. komisarz zawodów obedience w Krośnie – Daniel Szydło. Pies ujął mnie wspaniałym temperamentem, był wesoły, może nawet ciut rozbrykany. No i 2 lokata to naprawdę duży sukces debiutanta! Jedyny mankament to postawa Daniela – troszkę za spokojna, za mało sportowa. Myślę, że lepiej będzie, kiedy zawodnik trochę oswoi się z tremą startową. Podobnie pracowała kolejna para – Jacek Lewkowicz z Paxem zajęli piąte miejsce – widać, że pies aż kipi energią, ale trochę trzeba jeszcze dopracować posłuszeństwo, a będzie naprawdę znakomicie. Występu psa Rino Tivio z Haliną Sacha niestety nie widziałam, więc nie mogę się na jego temat wypowiadać. Za „głosem trybun” mogę napisać, że występ tej pary sprawiał bardzo dobre wrażenie. Troszkę zdziwiona byłam zepsutym startem Małgorzaty Kiec z Acajou- ten występ jakoś słabiej im wyszedł, niż poprzednie tegoroczne starty. Podobały mi się oba rottweilery – Cyrus i Drago – bardzo poprawiły swoją pracę. Nie mogę nie wspomnieć również o Marysi Haduch z Ksenią – para ta zaliczyła zupełnie przyzwoty występ, aż trudno uwierzyć, że tak dużo udało się jeszcze odpracować z dziewięcioletnim psem. Z psów, które widziałam po raz pierwszy podobały mi się (poza już wymienionymi) NORIS Thunder z Joanną Kupczak, IANGO Rymbaś z Jolantą Zychowicz, Hulaj Dusza z Agnieszką Pache, oba rottweilery – Cyrus i Drago – bardzo poprawiły swoją pracę. I na koniec troszkę dziegciu. Wprawdzie sędziowie omawiali szczegółowo każdy występ z zawodnikami, lecz komentarz ten nie był nagłaśniany. Dlatego publiczności pozostało wysłuchanie skąpego komentarza sprowadzającego się do podania ocen za poszczególne ćwiczenia. Dla widzów było mało czytelne, gdyż często z uwagi na dużą odległość trybuny od boiska inaczej odbierali występy zawodników. Umykały im zwłaszcza błędy przewodników np. podwójna komenda, niedokładne siady itp. Patrząc na wyniki punktowe można by pomyśleć, że krakowskie zawody odbiegały poziomem od innych tegorocznych zawodów PT. Nic bardziej mylnego – oceny były niskie, ale sprawiedliwe, a zawodnicy byli potraktowani poważnie. Mimo tych ostrych sędziowań atmosfera była miła przyjazna zawodnikom. Jeśli wyniki punktowe tych zawodów odbiegają od innych tegorocznych imprez PT, to dlatego, że sędziowie rygorystycznie egzekwowali regulaminy, być może bardziej konsekwentnie, niż we Wrocławiu, czy Katowicach. Barbara Pawlik |
