|
08.07.2010. |
|
|
Imię i Nazwisko: Johann Kurzbauer
Kraj pochodzenia: Austria
Ulubiona rasa: border collie
Ulubiony drink: białe wino
Zawód: kucharz
Pasja: sędzia obedience, szef komisji obedience FCI
|
- Jak zaczęła się Pana przygoda z psami?
Rozpoczęła się, kiedy mieszkałem i pracowałem w Afryce Wschodniej. Spędziłem tam 12 lat życia. To całkiem sporo! (śmiech)
Moimi pierwszymi psami były bullmastiff i irlandzki wilczarz. Kiedy wyjechałem na 5-miesięczny urlop do Austrii, zapisałem się do tamtejszego Związku Kynologicznego i razem z moimi psami uczyłem się szkolenia. To było w 1975 roku. Później dołączyłem do Klubu Owczarka Niemieckiego w Nairobi i szlifowałem ślady i posłuszeństwo, więc tak naprawdę moja pasja do sportu wywodzi się z IPO, obedience zainteresowałem się dopiero później. Od tamtej pory kynologia jest najważniejszą życiową pasją moją i mojej żony.
|
- Jak postrzega Pan swoją pracę jako sędzia?
Sędziowanie to trudne zadanie dla tych, którzy zostali sędziami tylko dla zaspokojenia własnego ego. Kiedy kocha się sport i wciąż zgłębia arkana obserwacji i punktowania, sędziowanie to niekończąca się przygoda. Nie wyobrażam, jak mógłbym być dobrym sędzią, gdybym nie lubił ludzi i psów. Każdy sędzia ma obowiązek rozwijać się, umieć z pokorą przyznać się do błędu i oddzielać życie prywatne od swojej funkcji w czasie zawodów. Ale przede wszystkim sędzia musi szanować przewodnika i jego pracę z psem. Każdemu zdarza się czasem gorszy dzień, ale sędzia nie może w żaden sposób okazać swojej wyższości wobec zawodnika lub być zbyt surowym krytykiem. Z drugiej strony nie wolno przemilczeć żadnych oznak niesportowego zachowania lub brutalności wobec psa. Swoimi decyzjami sędzia wyznacza limity, ustala standardy i daje wytyczne dla przyszłych startów.
|
- Czy oprócz psów ma Pan inne hobby?
Nie mam zbyt wiele czasu na inne zajęcia poza psami, ale lubię pływanie, wycieczki w góry i długie spacery. Kiedyś dużo czasu poświęcałem fotografii i przez chwilę myślałem nawet, że tym właśnie będę się zajmować w życiu, ale wszystko stało się mniej ważne, kiedy pojawiły się psy. W Afryce próbowałem także nurkowania, nart wodnych i pilotowania samolotów.
|
- Czy rodzina wspiera Pana w zainteresowaniu kynologią?
Moja żona od samego początku jest moją partnerką w kynologii i wpiera mnie w 100 %. Sama hoduje owce i obecnie zajmuje się głownie pasieniem.
|
- Gdyby miał Pan spędzić jeden dzień bez psów, co by Pan zrobił?
Poszedłbym na długą wycieczkę w góry z aparatem fotograficznym i dobrą grubą książką.
|
- Jak postrzega Pan przyszłość obedience na świecie?
Obedience jako sport rozwija się w dobrym kierunku, a jego popularność wciąż rośnie. Ostatnio zostałem zaproszony do Japonii, gdzie coraz więcej zawodników zaczyna startować w obedience! Problemem jest jednak to, że na imprezach sportowych wciąż jest mało publiczności, głównie dlatego, że ludzie spoza branży nie do końca rozumieją, na czym polega nasza praca z psami. Poza tym obedience nie jest sportem tak widowiskowym, jak agility czy IPO, więc bardzo ważne jest nieustanne edukowanie publiczności. Uważam, że zawodnicy IPO i obedience mogliby wymieniać się swoimi doświadczeniami dotyczącymi części B, czyli posłuszeństwa, ale niestety, wiele osób z kręgów związanych z IPO neguje naszą wiedzę i patrzy na nas z góry.
|
Z zawodu jestem kucharzem, chociaż obecnie już na emeryturze. Uwielbiam gotować, zwłaszcza dania kuchni indyjskiej. Chętnie częstuję gości i sam lubię, wytrawne białe wino lub coś mocniejszego, koniak czy whisky.
|
- Jak chciałby Pan zostać zapamiętany w kynologii?
Jako ktoś, kto dla sportu poświęcił wszystko. Wtedy będę mógł odejść spełniony.
Podziękowania dla Julii Wolin za pomoc w realizacji materiału.
|
|